Posty

Erbe spontanee – zioła spontaniczne, o chwastach

Obraz
  Wczoraj rano było ładnie, chociaż dzień zaczął się mgliście. Na pytanie Kaśki jaką mamy pogodę, bo u niej w Tatrach biało, odparłam zgodnie z porannym widokiem, że nie wiem. A potem już zrobiło się pięknie. Słońce rozpraszało mgły, z drzew skapywała wilgoć, a zwierzaki i kwiaty szybko wyległy korzystać z ciepełka. Kury zaczęły strajk jajeczny i słabo się niosą, a ja zamiast wybrać do gotowania na miękko jakieś starsze jajko, to złapałam właśnie takie świeżo zniesione i mój apetyt na jajo szybko ostygł podczas walki z obieraniem opornej skorupki. Problemy pierwszego świata. Za to Porter wybrał na spanie legowisko Pędzla. Gabarytowo 40 kg do 11 kg. Pędzel na dobrą sprawę jest wzrostu Pestki. Ot niedopasowane wybory. Dowiedziałam się też od Kasia , że Włosi faktycznie nazywają chwasty określeniem erbe spontanee - erbacce i się zachwyciłam. Zioła spontaniczne czy to nie oddanie ich charakteru i nierzadko fantastycznych właściwości? Język polski zepchnął je do szeleszczącej szuflady ...

Wpadka roku

Obraz
Wreszcie udało nam się w przewodnickim gronie powędrować w Puszczę!!  Wtopa i siara roku, na przeciwpożarówce, którą szliśmy do szlaku, natknął się na nas, jak na krowy na środku drogi, leśniczy i słusznie miał o to pretensje. Gdy zobaczył plakietkę u dwójki z nas i znaczki KPN i PTTK to już w ogóle się najeżył. Zostaliśmy spisani i pouczeni. Leśniczy miał już od dzień dobry zły humor, bo w obszarze ochrony ścisłej Krzywa Góra zaparkowano na dziko samochody i grzybiarze buszowali tam w najlepsze. Podejrzewam, że w tym przypadku mandaty się posypały. Nam się upiekło, ale serio czuliśmy się wszyscy mocno głupio i niezręcznie. Jak uczniaki. Napomknę tylko, że wśród naszej paczki w sumie samych przewodników, było dwoje prawników. No daliśmy ciała. Co ważne, leśniczy poza pomstowaniem na grzybiarzy, przypomniał, że wg. przepisów (Ustawa o Ochronie Przyrody w Parkach Narodowych z 2004 r.) nie można wprowadzać psów na teren Parków Narodowych. Na terenie KPN kolejną plagą są psy puszczane ...

Fąfanie w fąsach

Obraz
Nie wszyscy - czytaj Pędzel - umieją w zabawki. Pestka umie, w dodatku zaciekle walczy o wejście w ich posiadanie albo chociaż tarmoszenie, wydając z siebie dźwięki takiej furii, że w zestawieniu z jej jestestwem, wywołuje to w Porterze tylko dobrotliwy uśmiech pod faflem i skutkuje ewentualnie podniesieniem wyżej głowy. Pędzel próbuje się włączać, ale nie za bardzo wie o co chodzi (Pestce), a w dodatku Porter, oaza anielskości i mistrzostwa ZEN w stosunku do grubej buły, na Pędzla burczy. To nie jest fair, ale Pędzel rozumie komunikat, więc totalnie odpuszcza podejście do zabawy i zabawki. A Pestka w ferworze uniesienia, aż dynda na frendzlu, machając nogami w powietrzu pod porterową paszczą, do utraty tchu albo ciepnięcia nią przez Portera na podłogę. Porter to jest cwana gapa. Jako aporter z tzw. miękkim chwytem posiadł umiejętność chowania w faflach i wąsach-fąsach wszelkiej maści zabawek czy kościszek. Czegokolwiek, czego nie chce, aby mu zabrano. To nie tak, że on broni zasobów. ...
Obraz
Poszliśmy z Pędzlem trochę się poddusić wśród starodrzewia. Cisza w Puszczy. Pewnie dlatego, że właśnie wszystko poduszone. Zwykle, zanim człowiek zrobi pierwszy krok, czujne sójki i cała masa ptasiego drobiazgu przekazuje sobie z dzioba do dzioba alert o naszym pojawieniu się. A dziś nic (komarów też nie było, przypadek?). Dlatego pewnie spłoszyliśmy nieuduszoną jeszcze sarnę, bo ją zaskoczyliśmy w paprociach. Jak ona się cicho i z gracją poruszała. Nawet uciekając w popłochu. Nie trzasnęła nawet gałązka. Staliśmy z Pędzlem w niemym zachwycie, patrząc jak sarna bezszelestnie umyka w zieleń. Wyobraziłam sobie siebie w analogicznej sytuacji. Jak wypruwam z paproci spłoszona i gnam w las i… wypierdzielam się z hukiem już na pierwszych metrach, klnąc siarczyście. Rzucam się, podnoszę, po prostu brnę i nagle znikam zamaszyście, co totalnie psuje cały, spodziewany po dzikim jestestwie wdzięk i grację. Byłam taką sarnią Celestą Barber. Aż się skuliłam na myśl o tym całym domniemanym rumorze ...

Zasilanie awaryjne

Obraz
  Od dwóch godzin nie ma prądu i ma nie być jeszcze co najmniej dwie. No to sobie łazimy z komarami, póki jeszcze coś widać. A coś widać. EDIT: teraz nic już nie widać, a prądu nie będzie co najmniej do północy, bo runęło drzewo na linię energetyczną i usuwanie awarii jeszcze zajmie sporo czasu. Cóż.

Uber-mama

Obraz
  Witaj poniedziałku. Hania zaczyna lekcje o 8:10. Piotr o 9:20, ale dziś godzinę później, bo pochorowała się polonistka, podobnie pani od angielskiego, więc Antek zaczyna też później lekcje, ale kończy dla odmiany dwie godziny wcześniej niż w planie lekcji. Piotr planowo ma zajęcia do 14:20, a Antek dziś do 12:30, Hania za to jest wolna dopiero o 15:55. Do szkoły mamy ok 25 km. Najbliżej nas autobus może, w godzinach, które nam jeszcze jakoś pasują, podwieźć dzieciaki 6 km. Ten PKS, który staje kilometr od nas, jeździ o 10 z minutami i po 18:00. Czekam na prawko Piotra. Bardzo. To pisałam ja, pracująca uber-mama.

Wszędzie dobrze

Obraz
Jak to mawia Szymek, po powrotach do domu, gdy wraca a tam nowy kot, gęś czy inny Pędzel: - Strach wracać do domu.   Tym razem ja wracam z weekendu pszczelarskiego a tu wieści: zaprzyjaźniony koń sąsiada z przęsłem płotu na naszej łące (już naprawione), przewrócona prowizoryczna tylna brama z siedliska zaprasza wszystkie kampinoskie sarny do naszego sadu, Pędzel - pies na lisa zadomowiony, jakby nigdy nigdzie indziej nie mieszkał tylko przed kominkiem, kostki słomy mokrusieńkie, znużone i senne mgły snujące się pomiędzy kępami drzew, pretensje i roszczenia Miaugorzaty od samego progu i rzucone o! cześć mamo, gdy wsadziłam głowę do zamkniętych pokoi naszych dzieci.  Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej .